Logo Panel Administracyjny

Feralny lot

Widzę, że Robert już Wam napisał o naszej "ciekawej" podróży do Polski:) Ojjj to nie było przyjemne, już kiedyś mnie coś podobnego spotkało jak wracałam od siostry ze Stanów, miałam opóźniony lot o 12 godzin. Tym razem sytuacja była o tyle gorsza, że lecieliśmy tylko na weekend na wesele więc był moment zastanowienia czy warto tyle czekać, i czy w ogóle dolecimy, ponieważ nikt tak na prawde nie powiedział, że samolot z Polski, którym my mieliśmy wracać, w ogóle przyleci:( Robert nie napisał jeszcze jednej ciekawostki, przez którą lot był dodatkowo opóźniony, a mianowicie, okazało się że na pokład samolotu został wpuszczony chłopak w nietrzeźwym stanie (pewnie już na lotnisko przyjechał drinknięty, plus pięć godzin czekania, podczas którego polało się nie mało alkoholu) w każdym bądź razie był bardzo pijany, i w momencie ustawienia się samolotu na pasie startowym i przygotowania do lotu, on zaczął odpinać pasy i wstawać...w obsłudze pracował mężczyzna więc zaczął go prosić, żeby usiadł, niestety "miły pasażer" zaczął być bardzo agresywny i szykować się do bitki...w jednym momencie wstało kilku polaków, jak zawsze chętnych do pomocy (szczególnie, że byli również po alkoholu), zrobiło się okropne zamieszanie, pilot wyszedł z kabiny, a samolot niestety stanął....z powodu zachowania pijanego pana, musieliśmy wrócić do naszego terminala, ponieważ zdecydowano się go wysadzić. Znalezienie jego walizki i jego mamusi (był z rodzicami) trochę zajęło, nie mówiąc już o tym, że on oczywiście nie chciał wyjść z samolotu. Nas z Robertem jedynie dziwiło, czemu jeszcze na pokład nie wpadła ochrona, ale w końcu jakoś opuścił pokład...a my o godzinie 3 nad ranem (mieliśmy o 22.30) wylecieliśmy do Polski.
Wszystko później działo się bardzo szybko....ja nie spałam prawie nic, troche w aucie na siedząco, potem biegiem do fryzjera i zabawa do rana. Na szczęście impreza była super więc było warto....rodzinka była szcześliwa, że dojechaliśmy a ja byłam zadowolona bo się wybawiliśmy, popiliśmy i Robert w końcu poznał moją rodzinkę (przynajmniej ze strony taty). Następnego dnia były fajne poprawiny, które miały niesamowity klimat, wiejski klimat, bo były na wsi w domu rodzinnym mojego taty...pojawiły się trzy akordeony (nie wiedziałam, że mam tak uzdolnioną muzycznie rodzinkę) były śpiewy pod gołym niebem i nawet tańce na podwórku:) Szkoda było wracać, ale już lecimy za trzy tyg. na dwa następne wesela, ale tym razem już zostajemy trochę dłużej, bo musimy załatwić sprawy związane z naszym weselem:)
pozdrawiam



27/07/2008 14:46

kinia

no to rzeczywiście same przygody !!!!
ale najważniejsze ze zabawa sie udała, życze Wam dobrej zabawy również u Izy,
napiszcie jak było, ja niestety nie dojade bo wlasnie 2 dni temu złamałam sobie prawą rękę i czekają mnie miesięczne przymusowe wakacje!!
opisywać nie musze jak to jest bo madzia ty wiesz doskonale,
i mysle sobie nawet ze zlamana noga to wiecej klopotow niz moja reka,
tak czy siak siedze w hiszpanii a mama ma do mnie wkrotce przyjechac i troche pogotowac...
pozdrawiam, kinia



Dodaj własny komentarz